Pracownicy Zakładów Usług Leśnych protestowali wczoraj przeciwko wstrzymaniu wycinki na terenach bieszczadzkich nadleśnictw. – Ludzie nie mają za co żyć, zaraz zaczniemy zwalniać pracowników - mówili do wiceministra klimatu i środowiska Mikołaja Dorożały.
We wtorek pod urzędem Miejskim w Ustrzykach Dolnych zebrało się kilkadziesiąt osób, pracujących w Zakładach Usług Leśnych. Protestowali przeciwko wstrzymaniu wycinki drzew, którą dwa tygodnie temu zarządziło ministerstwo środowiska. Wycinki wstrzymano w puszczach: Augustowskiej, Romnickiej, Boreckiej, Świętokrzyskiej, Knyszyńskiej oraz o okolicach Iwonicza-Zdroju, wokół Wrocławia i Trójmiasta oraz na terenie Bieszczad i reliktowej Puszczy Karpackiej.
Na terenie RDLP w Krośnie wycinkę częściowo wstrzymano na terenie nadleśnictw: Bircza, Cisna, Dukla, Baligród, Lutowiska, Rymanów i Stuposiany.
Wczoraj wiceminister Mikołaj Dorożała, wraz z bieszczadzkim posłem Bartoszem Romowiczem ruszyli w teren, by na miejscu zapoznać się z sytuacją. Wraz z nadleśniczym z Birczy Zbigniewem Kopczakiem uczestniczyli w wizji lokalnej. Obejrzeli tereny na których wstrzymano prace oraz te na których mogą one jeszcze wciąż być prowadzone.
Kolejną częścią wizyty było spotkanie z przedsiębiorcami prowadzącymi największe Zakłady Usług Leśnych, które wskazały nadleśnictwa leżące na terenie powiatu bieszczadzkiego. Przedsiębiorcy leśni w dyskusji wskazywali na to, że ostatnio sporo zainwestowali w nowoczesny sprzęt - na który część z nich wzięła kredyty oraz zatrudniają ludzi, dla których praca w lesie, to jedyna możliwa w okolicy forma utrzymania. Niestety o to nikt nie dba, o decyzji ministerstwa dowiedzieli się z dnia na dzień.
- Trzeba było zacząć od rozmowy z lasami. Załatwienie teraz wszystkiego, to nie jest takie proste jak mówi ministerstwo. Trzeba przygotować i zmienić cały plan sprzedażowy drewna. Niech pani minister na ten czas wycofa swoją decyzję i zacznijmy merytoryczne rozmowy, a politykę zostawcie w Warszawie - przekonywał ministra Feliks Kobus, który od 30 lat prowadzi działalność gospodarczą.
Jak dodawał, sam przebranżawiał się wiele razy. – Jak mi wilki owce zjadły, to zainwestowałem w agroturystykę. Owszem początek był niezły, ale teraz mamy tego tyle, że nie ma turystów. Jeżdżą nad Solinę, do Cisnej czy Polańczyka - przekonywał.
Przypominał, że sprzedaż drewna jest zakontraktowana, a inne nadleśnictwa nie zwiększą tak pozyskania, by wypełnić lukę, która powstała po zakazie wycinki.
- Niech pani minister wstrzyma na te cztery miesiące decyzję. Przecież przez te cztery miesiące nikt nie wyrąbie całego lasu. A my będziemy normalnie funkcjonować i będzie czas na dialog - mówił przedsiębiorca.
Jak wyjaśniał zebranym wiceminister – ministerstwo szczegóły wstrzymania wycinki i terenów na których ma to się odbyć, chciało uzgodnić z poprzednimi władzami Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych.
- Próbowaliśmy dostać od nich informacje, dostać dostęp do bazy danych - który był nam blokowany, próbowaliśmy się dowiedzieć dokładnie o wydzieleniach w danym leśnictwie i jak sytuacja powinna tam wyglądać, gdzie możemy wstrzymać wycinkę i jak Lasy będą informować o tym ludzi. To zostało zbojkotowane - podkreślał wiceminister Dorożała. Dodał, że dopiero nowa dyrekcja LP chce tą sprawę wyjaśnić i załatwić.
- Ale dlaczego my mamy cierpieć bo lasy zaniedbały? - dopytywali się przedsiębiorcy.
Ministerstwo chce też zorganizować tzw. leśny okrągły stół, na który zaproszeni zostaną przedstawiciele wszystkich zainteresowanych stron - pracowników leśnych, leśników, ekologów czy samorządowców. Dodatkowo w każdej regionalnej dyrekcji zostanie powołany koordynator do spraw kontaktów z przedsiębiorcami leśnymi.
Ministerstwo zapowiada też, że będą wypłacane odszkodowania i dopłaty dla pracowników leśnych m.in. z Funduszu Leśnego. - Tam jest 1,5 mld złotych, które w poprzednich latach były wykorzystywane w różny sposób. My chcemy to zrobić zgodnie z prawem, ale też szybko i skutecznie - mówił.
Podobny plan przedstawiono też zebranym przed budynkiem urzędu protestującym. Tu jednak rozmowy nie były już spokojne. Protestujący domagali się natychmiastowego cofnięcia decyzji, krzyczeli, że nie chcą dopłat - tylko chcą normalnie pracować.
Więcej w papierowym wydaniu GB.
ZDJĘCIA: ANDRZEJ GÓRSKI UDK/BIURO POSELSKIE POSŁA BARTOSZA ROMOWICZA